PP: Legia wygrała w Puławach. Mistrz za silny dla Wisły

Po golach Krzysztofa Mączyńskiego, Dominika Nagya, Armando Sadiku i samobójczym trafieniu Tomasza Sedlewskiego – Legia Warszawa pokonała Wisłę Puławy w 1/16 finału Pucharu Polski.

Spotkanie zaczęło się od groźnej sytuacji Wisły. W 6. minucie w polu karnym dobrze ustawiony Piotr Darmochwał oddał strzał, ale piłka po jego uderzeniu obiła jedynie słupek bramki strzeżonej przez Radosława Cieżniaka. I mimo to, że na trybunach panowała przyjaźń to na boisku nie było o niej mowy. Dobrze zaczęła Wisła, ale to Legia już po jedenastu minutach prowadziła 2:0.

W 9. minucie po błędzie Iwana Litwiniuka piłkę w polu karnym przejął Chime Chukwu. Nigeryjczyk podał do dobrze ustawionego Krzysztofa Mączyńskiego. 30-letniemu pomocnikowi nie zostało nic innego jak tylko pokonać zasłoniętego w tej sytuacji Nazara Penkovetsa.

Wiślacy ledwo co otrząsnęli się po stracie jednej bramki, a już padła kolejna. Na przedpole próbował dograć Łukasz Broź. Jego centrę, niefortunnie zakończył Tomasz Sedlewski, który głową skierował piłkę do własnej bramki.

Do nieprzyjemnego zdarzenia doszło w 30. minucie spotkania, kiedy z powodu urazu boisko na noszach opuścił Jakub Czerwiński. Środkowy obrońca niefortunnie upadł na murawę. W jego miejsce wszedł Artur Jędrzejczyk.

Przy dwubramkowym prowadzeniu legioniści dużo lepiej czuli się na boisku i cały czas kontrolowali przebieg wydarzeń. Wisła nie miała pomysłu na grę, ale mimo tego więcej bramek w tej części gry nie padło.

Po zmianie stron, mogliśmy zobaczyć już zupełnie inny zespół. Wrzutek w pole karne próbowali m.in. Smektała i Szczotka. Po jednym z dośrodkowań przy stanie 0:2, Wisła mogła zdobyć bramkę kontaktową, ale Robert Hirsz nie zdołał dosięgnąć piłki wrzuconej przez Smektałe.

To co nie udało się Wiśle, po pewnym czasie udało się gościom. Po ładnej wymianie piłki Chukwu z Nagyem, Węgier ładnym uderzeniem strzelił na 3:0 i jasnym stało się, że Wisła nie ma już szans w starciu z Mistrzem Polski.

Mimo wysokiego prowadzenia legioniści nawet na chwilę nie zamierzali odpuścić. Kilka minut po zdobyciu trzeciej bramki, swoich sił próbował Michał Kopczyński. Jego strzał zdołał obronić Nazar Penkovets, ale mimo to piłka podążała w światło bramki. W ostatniej chwili z linii bramkowej wybił ją kapitan Wisły, Arek Maksymiuk.

W 90. minucie wiślacy honorowo trafili do siatki Legii. Robert Hirsz po podaniu Jakuba Smektały głową skierował piłkę do bramki strzeżonej przez Cieżniaka.

Legia wyraźnie podrażniona stratą bramki, niespełna sześćdziesiąt sekund później podwyższyła prowadzenie. W doliczonym czasie gry po indywidualnej akcji trafił Armando Sadiku.

Wynik końcowy w pełni odzwierciedla różnicę między Legią Warszawa, a Wisłą Puławy w tym spotkaniu. W kolejnej rundzie Pucharu Polski Wojskowi zmierzą się z Ruchem Zdzieszowice, który na własnym stadionie pokonał Górnik Łęczna 2:1.

Zaczęliśmy spotkanie tak, jak chcieliśmy. Zdobyliśmy dwie bramki. Początek dobrze się potoczył i naszym założeniem była zmiana strony gry i podania do przodu. Minusem pierwszej połowy jest kontuzja Jakuba Czerwińskiego i na tę chwilę nie jest znana stuprocentowa diagnoza. Czerwiński po powrocie do Warszawy pojedzie na prześwietlenie, a jutro czeka go USG. Ograniczyło to mój plan na zmiany. Graliśmy do końca, strzeliliśmy cztery gole, a obie ekipy grały otwarty futbol. Zrealizowaliśmy swój cel i pracujemy dalej – powiedział na pomeczowej konferencji Jacek Magiera, szkoleniowiec Legii.

Piękny mecz za nami i szczególnie w drugiej połowie pokazaliśmy, że zawodnicy Wisły potrafią walczyć. Cieszy mnie, że mieliśmy swoje sytuacje. Ten mecz jednak już za nami a od jutra wracamy do normalnej pracy bo czeka nas liga. Myślę, że to spotkanie otworzyło głowy zawodników i pokazało, jak ważna jest determinacja. Dziękuję chłopakom za 90 minut, ale również kibicom, którzy zapełnili stadion. Fajnie słuchało się dopingu fanów obu klubów jednocześnie – dodał Adam Buczek, trener Wisły.

Co mogę powiedzieć? Moja bramka samobójcza praktycznie odebrała nam nadzieje na sprawienie niespodzianki. Pewnie na 10 takich strzałów, gdybym chciał pokonać bramkarza, to ani razu by mi się nie udało. Tym razem pechowo piłka wylądowała w siatce. Próbowałem ją wybić, a wyszło zupełnie inaczej. Czy byliśmy zdenerwowani? Trudno powiedzieć. Na początku to my zaatakowaliśmy. Później przydarzyły nam się dwa błędy i rywale je wykorzystali. W przerwie sobie powiedzieliśmy, że zadaniem na drugą połowę jest zdobycie bramki. Udało się strzelić i po dwóch meczach z zerowym dorobkiem przynajmniej taki pozytywy można wyciągnąć ze spotkania z Legią – powiedział dla Polsatu Sport, Tomasz Sedlewski.

Wisła Puławy – Legia Warszawa 1:4 (0:2)

Bramki: Robert Hirsz 90′ – Krzysztof Mączyński 9′, Tomasz Sedlewski 11′ (gol samobójczy), Dominik Nagy 64′, Armando Sadiku 90+1′

Wisła: Penkowec – Sedlewski (68′ Kusal), Poznański, Litwiniuk, Szczotka – Maksymiuk, Popiołek – Smektała, Meschia (72′ Ploj), Darmochwał (67′ Pożak) – Hirsz.

Legia: Cierzniak – Broź, Czerwiński (30′ Jędrzejczyk), Dąbrowski, Moneta – Kopczyński, Mączyński – Kucharczyk (67′ Hildeberto), Guilherme (64′ Sadiku), Nagy – Chima Chukwu.